poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Opowiadanie cz. 17

- Nie ważne.
- Hmm no mam nadzieje. Dzisiaj jadę do Polski na jeden dzień. Zabiorę Pat i ciebie jak chcesz.
- Wiesz... dobra. Mam parę rzeczy do zabrania.
- Tom jest słodki kiedy śpi xD
- No i to jak :)!
- Hehe.
                                                          ***
Dogadałyśmy się z chłopakami i za dwie godziny byłyśmy z samochodzie. Gadałyśmy i śmiałyśmy się całą drogę.
- Dobra to jutro o 9.00 przed moim blokiem. Pa - Powiedziałam przed swoim domem.
- Hehe ok ok pa! - Powiedziała Pat i poszły z Oliwią.
- Hhej mamo..... - Powiedziałam gdy weszłam do domu.
- Jola?! Czemu nie dawałaś znaku życia?! Umierałam ze strachu! Co ty sobie myślisz?! Masz szlaban!
- Jestem dorosła! Zostaw mnie w spokoju! - Powiedziałam i zamknęłam się w swoim pokoju.
- Co się z nią dzieje. - Powiedziała matka do siebie. Zaczęłam grzebać w szafie. Znalazłam kilka tunik i leginsów. Spakowałam je i szukałam dalej.
- Boże Jasper co ci?! - Wrzasnęłam gdy zobaczyłam mojego wygłodzonego chomika. - Chodź dam ci kapusty. - powiedziałam i szukałam dalej czegoś co mogę zabrać.
- Moja gitara! Lol! - Wzięłam ją do ręki - O kur** rozstrojona na maksa! No trudno. - spakowałam jeszcze mp3, kilka gazet i praktycznie wszystko. - Żal nie mam już miejsca w plecaku na misia! Buu! - Powiedziałam. Byłam zmęczona. Włączyłam komputer i weszłam na nk. Był dostępny Tom ale nie chciałam z nim pisać więc zmieniłam status na niedostępny. Zaczęło mnie skręcać w brzuchu. Pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam.
- Co ci? Chora jesteś? Połóż się! - Powiedziała mama. Nie mogłam jej powiedzieć prawdy. - Ale przytyłaś! - Dodała. Faktycznie miałam już wystający brzuch.
- Nic mi nie jest. Po prostu zjadłam coś nie świeżego.
- To może pójdziemy na pizze?
- Nie!!!!!!! To znaczy..... jestem na diecie. - Nie mogę ciągle ukrywać tego, że nie długo rodzę ale to nie był na to moment. Poszłam spać. Rano wstałam i umyłam się. Nie mogłam nic przełknąć. Źle się czułam. Ubrałam tunikę,, leginsy i klapki. Był 2 lipca. Urodziny kuzynki.
- Kurde! Dobra wyślę jej coś potem.
- A ty dokąd?! Co ?! - Powiedziała mama gdy już miałam wyjść.
- Jadę dalej.
- Nie! Nigdzie nie jedziesz! Znowu się nie będziesz odzywać przez miesiąc a w końcu wrócisz napięć minut po rzeczy?!
- Będę dzwonić! Myślałam że mi ufasz!
- Ufałam ci....... - Powiedziała
- Idę pa. - Matka nie odpowiedziała a ja wyszłam. Za chwile też wyszła.
- A dokąd w ogóle znowu jedziesz?
- Tam gdzie na początku. Do Warszawy.
- Mogę cię odwiedzić?
- To chyba nie jest dobry pomysł.
- Nie martw się.... ja też wstydziłam się własnej matki jak byłam dzieckiem. - Bolało mnie to że aż tak mnie nie rozumie.
- Taa dobra idę pa mama.
- Pa - powiedziała i się uśmiechnęła. - Dzwoń czasem!
 - Dobra pa! - Przed blokiem czekała Oliwia.
- Siema Eniu! i jak matka zareagowała na twój ..... ,, przyjazd''?
- Daj spokój hehe. xD Gdzie Patrycja?
- Spóźnia się.
                                                        ***
- Jestem xD - Powiedziała Pat.
- Wreszcie.Czekajcie tylko kupię coś do żarcia i czytania.
- Streszczaj się. - Kupiłam sok i gazety. Całe stosy gazet. Chyba wszystkie możliwe i wbiłam z tym do samochodu.
- Lol zaraz braknie miejsca dla ciebie xD.
- Bardzo śmieszne. Ciekawe kto później będzie chciał po drodze pić a na miejscu czytać gazety o ogrodach które tam są he?
- Dobra, dobra wyluzuj. A Patrycja jak chcesz prowadzić w tych obcasach?! Dla kogo się tak wystroiłaś?
- Dla Bilusia xD.
- Dobra ja prowadzę a ty zapieprzaj do tyłu. - Powiedziała Oliwia i przejęła kierownice. Wzięłam garść tabletek na chorobę lokomocyjną i pojechałyśmy. Po drodze grałam na komórce. Na miejscu byłyśmy o 16.05. Przed domem gadali: Tom , Bill, Gustav i Georg.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz